Checklista landing page pod Google Ads
86 punktów kontrolnych w dziewięciu obszarach - zgodność z reklamą, Wynik Jakości, polityka Google, szybkość i elementy zabijające konwersję. Jedyna strona, gdzie każde wejście kosztuje.
Ostatnia aktualizacja:
Jedyna strona, na której każde wejście kosztuje
Landing pod Google Ads to jedyna strona w firmie, na której każde wejście kosztuje konkretną kwotę. To zmienia wszystko: człowiek nie przyszedł sam, nie zna Cię, nie ma powodu być cierpliwy, a wyniki wyszukiwania z pięcioma konkurentami są jedno kliknięcie wstecz. I najważniejsze - kliknął konkretną obietnicę, więc strona ma ją potwierdzić w pierwszej sekundzie.
Stąd rzecz, która daje najwięcej przy najmniejszym nakładzie: powtórz obietnicę z reklamy w nagłówku strony, tymi samymi słowami. Nie synonimami. Kliknął „naprawa laptopów”, a widzi „serwis sprzętu komputerowego” - dla Ciebie to to samo, dla niego przez ułamek sekundy nie. A najczęstszym sposobem marnowania budżetu w Google Ads pozostaje kierowanie ruchu na stronę główną, która odpowiada na wszystko, czyli na nic.
Jest tu jeszcze coś, o czym mało kto pamięta: strona docelowa to jeden z trzech składników Wyniku Jakości - i jedyny, na który masz pełny wpływ. Słaba strona to nie tylko gorsza konwersja, ale też droższe kliknięcia. Płacisz za jej słabość dwa razy, a odpowiednia kolumna jest w koncie i nikt do niej nie zagląda.
Ta checklista prowadzi przez 86 punktów w dziewięciu obszarach: zgodność z reklamą, Wynik Jakości, polityka Google, pierwszy ekran, szybkość, elementy zabijające konwersję, formularz, liczba stron oraz pomiar. To najdłuższa lista w kategorii CRO - a jedna z jej sekcji zawiera wyłącznie rzeczy do usunięcia.
Jak korzystać z tej checklisty
Odhaczaj punkty w trakcie audytu - postęp zapisuje się w Twojej przeglądarce, więc możesz zamknąć kartę i wrócić do niej jutro. Nie ma logowania ani wysyłania czegokolwiek na serwer; dane siedzą wyłącznie na Twoim urządzeniu, a przycisk „Wyczyść postęp” kasuje je natychmiast.
Nie traktuj tego jako wyścigu do 100%. Odhaczony punkt oznacza „sprawdziłem i wiem, jak jest”, a nie „jest dobrze”. Audyt, który kończy się kompletem zielonych checkboxów i listą dwudziestu znalezisk, jest wart więcej niż taki, po którym nie zapisałeś nic.
Idź po kolei. Sekcje są ułożone tak, że wcześniejsze rozstrzygają, czy późniejsze mają w ogóle sens - nie ma po co analizować stawek, jeśli za chwilę okaże się, że konwersje liczą się podwójnie.
Zgodność z reklamą
0/10Najważniejsza rzecz w całej tej checkliście i najczęściej łamana. Człowiek kliknął konkretną obietnicę - strona ma ją potwierdzić w pierwszej sekundzie, nie przedstawić firmę i zaprosić do zapoznania się z ofertą.
To jest ta jedna zmiana, która daje najwięcej przy najmniejszym nakładzie. Człowiek ma potwierdzenie, że trafił dobrze, zanim zdąży pomyśleć.
Kliknął „naprawa laptopów”, a widzi „serwis sprzętu komputerowego”. To jest ta sama rzecz dla Ciebie i inna dla niego - przez ułamek sekundy, ale wystarczy.
Strona główna odpowiada na wszystko, czyli na nic. To najczęstszy sposób marnowania budżetu w Google Ads - i najłatwiejszy do naprawienia.
Próg alarmowy:Kampanie produktowe lub usługowe kierujące na stronę główną.
Jedna strona dla dziesięciu grup to strona uśredniona. Przy drogim kliknięciu warto zrobić osobne.
Reklama mówi „-30%”, strona pokazuje cenę regularną. To rozczarowanie w pierwszej sekundzie i wyjście w drugiej.
Reklama „hydraulik Kraków”, strona o działalności ogólnopolskiej. Człowiek szuka potwierdzenia, że jesteś u niego.
„Wysyłka 24h” w reklamie i „realizacja 5 dni” na stronie to nie jest niuans, tylko sprzeczność.
Lepszy CTR i gorsza konwersja to zła zamiana. Płacisz za kliknięcia ludzi, którzy wyjdą.
Zdjęcie z reklamy graficznej i inne na stronie to moment wahania. W kampanii produktowej to samo dotyczy miniatury. Zob. checklistę karty produktu.
Kliknij własną reklamę i patrz jak obcy człowiek. To jest test, który zajmuje minutę i którego prawie nikt nie robi.
Wpływ na Wynik Jakości
0/10Strona docelowa to jeden z trzech składników Wyniku Jakości - i jedyny, na który masz pełny wpływ. Słaba strona to nie tylko gorsza konwersja, ale też droższe kliknięcia, czyli podwójna kara za to samo.
Gdzie:Google Ads → kolumny → Jakość strony docelowej
Ta kolumna jest w koncie i nikt do niej nie zagląda. Ocena poniżej średniej to gotowa lista zadań.
Gorsza strona to wyższa stawka za tę samą pozycję. Płacisz za jej słabość dwa razy: mniejszą konwersją i wyższym rachunkiem.
Próg alarmowy:Jakość strony docelowej poniżej średniej w kluczowych grupach.
Google ocenia trafność strony wobec frazy. Strona ogólna przy konkretnym zapytaniu to niska ocena z automatu.
Treść ładowana skryptem, której robot nie zobaczy, dla oceny nie istnieje. To jest częsty problem nowoczesnych stron.
Dwadzieścia landingów różniących się nazwą miasta to dwadzieścia stron o niskiej wartości. Google to rozpozna.
Landing zablokowany w robots ocenia się gorzej. To nie jest wymóg formalny, ale realnie widoczne w kontach.
Tekst w grafice nie istnieje dla oceny trafności. Piękna strona z zerową treścią to droga strona.
Podnoszenie stawki przy słabej stronie to płacenie za problem zamiast rozwiązania. Kolejność ma znaczenie.
Strona może być dobra na komputerze i słaba na telefonie - a ocena mobilna decyduje o większości ruchu.
Wynik Jakości to trzy składniki. Strona pomaga, ale nie naprawi złego dopasowania. Zob. checklistę kampanii search.
Zgodność z polityką Google
0/9Google sprawdza stronę, nie tylko reklamę. Odrzucenie z powodu strony docelowej potrafi zatrzymać całą kampanię - a powody bywają zaskakująco prozaiczne i nie mają nic wspólnego z treścią reklamy.
Błąd serwera, wygasła domena, przekierowanie w pętli. To najczęstszy powód odrzucenia i najbardziej trywialny.
Próg alarmowy:Reklamy odrzucone z powodu niedziałającej strony docelowej.
Ostrzeżenie przeglądarki to koniec konwersji i problem z polityką naraz. Sprawdź też datę wygaśnięcia.
Brak informacji o tym, kto prowadzi stronę, to klasyczne „niewystarczające informacje o firmie”. Zob. checklistę polityk Google Ads.
Koszty pojawiające się dopiero w checkoucie to „wprowadzanie w błąd” - kategoria, która potrafi zawiesić konto, nie tylko reklamę.
„Gwarancja pierwszego miejsca”, „100% skuteczności”. Obietnice bez pokrycia to naruszenie, nie tylko marketing.
Strona uruchamiająca pobieranie bez kliknięcia to jednoznaczne naruszenie i szybkie odrzucenie.
Okno blokujące treść od razu po wejściu to problem z polityką, nie tylko z konwersją.
Strona blokująca wyjście albo przechwytująca przycisk wstecz to naruszenie egzekwowane bezwzględnie.
Finanse, zdrowie, prawo - część branż ma dodatkowe wymogi wobec strony, nie tylko wobec reklamy.
Pierwszy ekran
0/10Człowiek z reklamy decyduje w kilka sekund, czy zostaje. Nie przewija, żeby sprawdzić, czy niżej jest coś ciekawego - wraca do wyników wyszukiwania, gdzie czeka pięciu Twoich konkurentów.
To jedyny widok, który realnie decyduje. Większość ruchu z reklam to telefon, a większość stron projektuje się na dużym ekranie.
Pierwsze zdanie ma powiedzieć „tak, to tutaj”. Wszystko inne poczeka.
Przycisk albo formularz widoczny bez przewijania. Człowiek gotowy działać ma mieć gdzie kliknąć.
Liczba klientów, ocena, logotyp. Jeden element, nie ściana - bo to tylko potwierdzenie, że jesteś realny.
Wyskakujące okno na ruchu płatnym to zapłacenie za kliknięcie i zasłonięcie oferty własną ręką.
Próg alarmowy:Wyskakujące okna na stronach docelowych kampanii.
Pełna nawigacja na landingu to zaproszenie do wyjścia. Człowiek przyszedł po jedną rzecz.
Slajder, który zmienia treść po dwóch sekundach, to sposób na to, żeby nikt nie przeczytał żadnego z komunikatów.
Dźwięk w miejscu publicznym to natychmiastowe wyjście. A bez dźwięku wideo i tak nie tłumaczy niczego samo.
Człowiek szuka jej i tak. Ukrycie ceny nie sprawia, że przestaje mieć znaczenie - tylko przenosi decyzję do konkurencji.
Baner zgód zasłaniający pół ekranu na telefonie to pierwsza rzecz, jaką zobaczy człowiek z reklamy.
Szybkość
0/9Człowiek z reklamy jest mniej cierpliwy niż ten, który przyszedł sam - nie zna Cię, nie ma powodu czekać, a wyniki wyszukiwania są jedno kliknięcie wstecz. I każda sekunda kosztuje Cię kliknięcie, za które już zapłaciłeś.
Nie na światłowodzie w biurze. Twoja strona na słabym łączu w tramwaju to jedyny realistyczny test, jaki ma znaczenie.
Liczy się moment, w którym człowiek widzi to, po co przyszedł - nie moment pełnego załadowania.
Najczęstsza przyczyna wolnych stron i najprostsza do usunięcia. Zdjęcie na dwa megabajty w tle to sekunda czekania.
Czat, heatmapy, testy A/B, piksele. Każdy dokłada opóźnienie, a większość dodał ktoś, kto już nie pracuje.
Próg alarmowy:Kilkanaście skryptów zewnętrznych na stronie docelowej.
Widżet, który się nie ładuje, potrafi zablokować przycisk. Jedno narzędzie może zatrzymać całą konwersję.
Treść poniżej pierwszego ekranu może poczekać. Człowiek i tak nie widzi jej w chwili wejścia.
Wolny hosting to opóźnienie, którego nie naprawisz optymalizacją obrazów. Czasem trzeba zmienić fundament.
Font ładowany z zewnątrz potrafi opóźnić pojawienie się tekstu. Klasyczny problem, o którym nikt nie pamięta.
Nowa wtyczka, nowy widżet, nowa sekcja. Strona przyspiesza raz, a zwalnia stopniowo - i nikt tego nie zauważa.
Elementy, które zabijają konwersję
0/10Ta sekcja to lista rzeczy do usunięcia. Większość landingów nie potrzebuje niczego więcej - potrzebuje mniej, a wszystko, co tu wymieniam, ktoś kiedyś dodał w dobrej wierze i z dobrym uzasadnieniem.
Zapłaciłeś za kliknięcie, żeby zasłonić własną ofertę. Newsletter poczeka na kogoś, kto przyszedł organicznie.
Każdy link to droga ucieczki. Landing ma jedno wyjście: konwersję albo wyjście - nie zwiedzanie.
„Cześć, w czym mogę pomóc?” zanim człowiek przeczytał nagłówek to przerwanie w najgorszym momencie.
Nikt jej nie czyta, a zmieniające się slajdy zabierają uwagę z tego, co ważne. Jeden komunikat bije pięć przewijanych.
Akapit na dziesięć linijek na telefonie to akapit pominięty. Krótkie bloki, nagłówki, listy.
„Zostało 2:47 do końca oferty”, które resetuje się po odświeżeniu. Ludzie to rozpoznają, a Google traktuje jako wprowadzanie w błąd.
Próg alarmowy:Liczniki czasu resetujące się przy odświeżeniu strony.
Nie budują zaufania, tylko sygnalizują, że nie masz nic prawdziwego do pokazania.
Bariera postawiona dokładnie w momencie, w którym człowiek był gotowy. To jedna z najdroższych rzeczy na tej liście.
„Kup teraz” obok „Dowiedz się więcej” tej samej wielkości to prośba o decyzję, której nikt nie podejmie.
Jeśli nie umiesz powiedzieć, po co jest dany element, to go tam nie ma po nic. To jest cała ta sekcja w jednym zdaniu.
Formularz i wezwanie do działania
0/10Cała strona istnieje po to, żeby ktoś kliknął jedną rzecz. Jeśli nie wiadomo, która to rzecz, strona nie ma celu - a takich landingów jest więcej, niż ktokolwiek przyzna.
Jedna strona, jeden cel. Landing z trzema celami to landing bez celu - a i tak wszystkie trzy zrobisz gorzej.
„Umów bezpłatną wycenę” bije „Wyślij”. Człowiek chce wiedzieć, w co wchodzi, zanim kliknie.
Człowiek dojrzewa w różnych momentach. Przycisk tylko na dole to przycisk dla tych, którzy doczytali.
Każde pole to procent mniej. Wszystko, co zdobędziesz w rozmowie, jest polem zbędnym.
Budżet, NIP, numer telefonu przy pierwszym kontakcie. To pytania, na które ludzie odpowiadają wyjściem.
„Odezwiemy się w ciągu 24h”. Cisza po formularzu to obiekcja, którą sam produkujesz.
Telefon i mail widoczne wprost. Część ludzi nigdy nie wypełni formularza - a chcą się skontaktować.
Formularz, który nie wysyła, to najdroższa cicha awaria, jaka istnieje. Sprawdzaj co kwartał, nie po skardze.
Próg alarmowy:Formularz niesprawdzony realnym zgłoszeniem od kwartału.
To dwie osobne rzeczy: mail przychodzi, a konwersja nie rejestruje się w koncie. Zob. checklistę pomiaru konwersji.
Nie sam formularz, tylko cała droga do potwierdzenia. Testuj tak, jak korzysta z tego klient.
Jedna strona czy wiele
0/9Pytanie, na które odpowiedź brzmi „to zależy” - ale zależy od konkretnej liczby, którą można policzyć. To nie jest kwestia gustu ani mody na landing page.
Osobna strona ma sens tam, gdzie jest wolumen na jej ocenę. Dwadzieścia stron po dziesięć wejść to dwadzieścia stron, o których nic nie wiesz.
„Naprawa laptopa” i „skup laptopów” to inne intencje. „Naprawa laptopa Kraków” i „serwis laptopów Kraków” to ta sama.
Dwadzieścia landingów różniących się nazwą miasta to niska wartość dla Google i dla człowieka. Chyba że masz tam realnie coś innego.
Człowiek szukający Twojej marki jest w innym miejscu niż ten, który szuka rozwiązania. Zasługuje na inną stronę.
Jedna strona, nagłówek dopasowany do frazy. Rozsądny kompromis przy wielu podobnych zapytaniach - ale sprawdź, czy działa.
Ta sama treść pod pięcioma adresami to problem dla Google i sygnał, że nie masz nic do powiedzenia.
Dwadzieścia stron to dwadzieścia rzeczy do aktualizacji. Zwykle kończy się tak, że nikt ich nie aktualizuje.
Landing pod reklamę potrafi wygryzać Twoją własną stronę usługową w wynikach. To jest koszt, o którym nikt nie myśli.
Jedna dopracowana bije pięć byle jakich. Rozbudowuj, gdy pierwsza realnie działa.
Pomiar i testowanie
0/9Landing bez pomiaru to landing, o którym masz opinie zamiast wiedzy. A opinie o stronach mają wszyscy w firmie - zwykle najgłośniejszą ma osoba, która najrzadziej rozmawia z klientami.
Uśredniona konwersja z pięciu landingów to liczba, która nie mówi nic o żadnym z nich.
Strona może działać świetnie na komputerze i nie działać wcale na telefonie - a średnia to skutecznie ukryje.
Jeśli nikt nie dociera do dowodu, dowód nie działa. To informacja o układzie, nie o treści.
Dziesięć nagrań mówi więcej niż tydzień analizy. Pamiętaj o zgodach i maskowaniu pól formularzy.
Przy dwustu wejściach miesięcznie nigdy nie zamkniesz testu. To jest matematyka, nie cierpliwość - a udawanie, że wynik coś znaczy, jest gorsze niż brak testu.
Skoro testów zrobisz mało, testuj rzeczy, które mogą dać dużą różnicę. Odcień przycisku to nie jest taka rzecz.
Aktualizacja szablonu potrafi przenieść przycisk pod przewinięcie. Nikt tego nie zgłosi, bo strona działa.
Różnica między Twoimi stronami to gotowa lekcja, którą masz u siebie za darmo - i nie wymaga testu A/B.
„Mnie się nie podoba” to nie są dane. Jeśli nie masz wolumenu na test, obejrzyj nagrania - ale nie zgaduj.
Przeszedłeś całą checklistę. I co teraz?
Masz listę znalezisk. Najtrudniejsze dopiero przed Tobą: ustalić, które z nich realnie kosztuje Cię pieniądze, a które jest kosmetyką - i w jakiej kolejności to naprawiać. Jeśli chcesz drugą parę oczu do tej rozmowy, odezwij się.
Porozmawiajmy o wynikach audytuSprawdzone. Co teraz
Powtórz obietnicę z reklamy w nagłówku. Tymi samymi słowami, nie synonimami. To jedna zmiana, która daje najwięcej przy najmniejszym nakładzie - a jeśli kierujesz ruch na stronę główną, zacznij od tego: strona główna odpowiada na wszystko, czyli na nic.
Sprawdź kolumnę jakości strony docelowej. Jest w koncie i nikt do niej nie zagląda, a ocena poniżej średniej to gotowa lista zadań. Pamiętaj: słaba strona to droższe kliknięcia, więc popraw ją, zanim podniesiesz stawkę.
Usuwaj, zanim zaczniesz dodawać. Wyskakujące okno na ruchu płatnym to zapłacenie za kliknięcie, żeby zasłonić własną ofertę. Pełne menu to droga ucieczki. Karuzeli nikt nie czyta. Zasada jest jedna: jeśli nie umiesz powiedzieć, po co jest dany element, to go tam nie ma po nic.
Testuj na telefonie, na słabym łączu. Nie na światłowodzie w biurze. Człowiek z reklamy jest mniej cierpliwy niż ten, który przyszedł sam, a każda sekunda kosztuje kliknięcie, za które już zapłaciłeś.
Nie testuj A/B bez wolumenu. Przy dwustu wejściach miesięcznie nigdy nie zamkniesz testu - to matematyka, nie cierpliwość. Zamiast tego obejrzyj dziesięć nagrań i porównaj swoje landingi między sobą. Ale nie zmieniaj strony na podstawie opinii: „mnie się nie podoba” to nie są dane.
Jeśli masz drogie kliknięcia i tanią stronę - napisz. To najczęstsza dysproporcja, jaką widzę w kontach.
Możesz i to najczęstszy sposób marnowania budżetu w Google Ads. Strona główna odpowiada na wszystko, czyli na nic - a człowiek kliknął konkretną obietnicę i szuka jej potwierdzenia w pierwszej sekundzie. Jedyny wyjątek to kampania brandowa, gdzie ktoś szuka po prostu Twojej firmy.
Bezpośrednio. Strona docelowa to jeden z trzech składników Wyniku Jakości i jedyny, na który masz pełny wpływ - słaba oznacza wyższą stawkę za tę samą pozycję. Płacisz za jej słabość dwa razy: mniejszą konwersją i wyższym rachunkiem. Kolumna „Jakość strony docelowej” jest w koncie; ocena poniżej średniej to gotowa lista zadań.
Że strona powtarza obietnicę z reklamy, tymi samymi słowami. Kliknął „naprawa laptopów”, a widzi „serwis sprzętu komputerowego” - dla Ciebie to to samo, dla niego przez ułamek sekundy nie. Dotyczy też promocji („-30%” w reklamie, cena regularna na stronie), lokalizacji i terminów. Test: kliknij własną reklamę i patrz jak obcy człowiek.
Tyle, ile masz wolumenu do ich oceny. Dwadzieścia stron po dziesięć wejść to dwadzieścia stron, o których nic nie wiesz - a każda to rzecz do aktualizacji, której nikt nie zaktualizuje. Rób osobne strony dla różnych intencji, nie dla synonimów. I zacznij od jednej dobrej: jedna dopracowana bije pięć byle jakich.
Najczęściej za rzeczy prozaiczne: strona nie działa, wygasł certyfikat, przekierowanie w pętli. Dalej: brak danych o firmie („niewystarczające informacje”), koszty ujawniane dopiero w checkoucie, automatyczne pobieranie plików, blokowanie przycisku wstecz, obietnice bez pokrycia. Google sprawdza stronę, nie tylko reklamę.
Rzeczy, które ktoś dodał w dobrej wierze. Wyskakujące okno na ruchu płatnym - zapłaciłeś za kliknięcie, żeby zasłonić własną ofertę. Pełne menu (każdy link to droga ucieczki), czat wyskakujący po trzech sekundach, karuzela, wymóg rejestracji. Zasada: jeśli nie umiesz powiedzieć, po co jest dany element, to go tam nie ma po nic.
Tylko przy wolumenie. Przy dwustu wejściach miesięcznie nigdy nie zamkniesz testu - to matematyka, nie cierpliwość, a udawanie, że wynik coś znaczy, jest gorsze niż brak testu. Zamiast tego: dziesięć nagrań sesji i porównanie własnych landingów między sobą. A jeśli już testujesz, testuj obietnicę, nie kolor przycisku.
Szybsza, niż myślisz - bo człowiek z reklamy jest mniej cierpliwy niż ten, który przyszedł sam: nie zna Cię i ma wyniki wyszukiwania jedno kliknięcie wstecz. Mierz na telefonie i słabym łączu, nie na światłowodzie w biurze. Liczy się moment, w którym widać główną treść, nie pełne załadowanie. Najczęstsi winowajcy: nieskompresowane obrazy i skrypty firm trzecich.
Drogie kliknięcia i tania strona?
To najczęstsza dysproporcja, jaką widzę w kontach - i najłatwiejsza do naprawienia bez dokładania złotówki do budżetu. Przejdę Twój landing tak, jak przechodzi go człowiek z reklamy.
Porozmawiajmy o Twoim landinguKontekst do tej checklisty
Lista kontrolna mówi, co odhaczyć. Wpisy poniżej tłumaczą, dlaczego dany punkt jest na liście i co zrobić, gdy odpowiedź brzmi „nie”.
Całość ułożyłem w bazie wiedzy Google Ads - osiem obszarów, od pierwszej kampanii po pomiar konwersji.