Checklista optymalizacji tytułów i atrybutów w feedzie
64 punkty kontrolne w ośmiu obszarach - anatomia tytułu, gotowe schematy dla ośmiu kategorii, etykiety niestandardowe i testowanie. W Shoppingu tytuł jest Twoim słowem kluczowym.
Ostatnia aktualizacja:
Tytuł jest Twoim słowem kluczowym
W kampanii produktowej nie ma słów kluczowych. Tytuł jest Twoim słowem kluczowym - nie licytujesz fraz, tylko dostarczasz dane, na podstawie których Google decyduje, na jakie zapytania Cię pokazać. To dlatego tytuł w feedzie rządzi się zupełnie innymi prawami niż nazwa na karcie produktu, i dlatego przepisanie jednej na drugą jest błędem, a nie skrótem.
Ta lista jest o rzemiośle, nie o poprawności. Jeśli szukasz odpowiedzi na pytanie „czy mój feed jest poprawny” - to jest w checkliście audytu feedu. Tutaj chodzi o coś innego: jak zbudować tytuł, który wygra aukcję, której poprawny by nie wygrał. Zaczynamy więc nie od pisania, tylko od czytania raportu zapytań - bo to jedyne miejsce, które pokazuje, jak Google rozumie Twój katalog dzisiaj.
Druga połowa tej checklisty dotyczy etykiet niestandardowych, czyli najbardziej niewykorzystanego narzędzia w polskim e-commerce. Etykiety nie wpływają na dopasowanie - wpływają na to, czy potrafisz licytować pod zysk zamiast pod przychód. Bez nich Twoje stawki są takie same dla produktu z marżą pięć procent i pięćdziesiąt, a tej różnicy nie nadrobisz żadnym tytułem.
Ta checklista prowadzi przez 64 punkty w ośmiu obszarach: jak Google czyta tytuł, anatomia tytułu, wzory dla kategorii, czego nie wpisywać, etykiety, reguły kontra poprawka w źródle, testowanie i rutyna. Znajdziesz tu gotowe schematy dla ośmiu typów asortymentu - bo jeden schemat dla całego sklepu jest zły dla większości.
Jak korzystać z tej checklisty
Odhaczaj punkty w trakcie audytu - postęp zapisuje się w Twojej przeglądarce, więc możesz zamknąć kartę i wrócić do niej jutro. Nie ma logowania ani wysyłania czegokolwiek na serwer; dane siedzą wyłącznie na Twoim urządzeniu, a przycisk „Wyczyść postęp” kasuje je natychmiast.
Nie traktuj tego jako wyścigu do 100%. Odhaczony punkt oznacza „sprawdziłem i wiem, jak jest”, a nie „jest dobrze”. Audyt, który kończy się kompletem zielonych checkboxów i listą dwudziestu znalezisk, jest wart więcej niż taki, po którym nie zapisałeś nic.
Idź po kolei. Sekcje są ułożone tak, że wcześniejsze rozstrzygają, czy późniejsze mają w ogóle sens - nie ma po co analizować stawek, jeśli za chwilę okaże się, że konwersje liczą się podwójnie.
Jak Google czyta Twój tytuł
0/8Zanim zaczniesz przepisywać tytuły, zrozum mechanizm. W kampanii produktowej nie ma słów kluczowych - tytuł jest Twoim słowem kluczowym, a Google dopasowuje go do zapytania sam. To zmienia wszystko w sposobie, w jaki go piszesz.
Gdzie:Google Ads → Raport zapytań w kampanii produktowej
Nie licytujesz fraz - dostarczasz dane, na podstawie których Google decyduje, na co Cię pokazać. Tytuł to nie opis, tylko materiał do dopasowania.
To jest najlepsza informacja zwrotna, jaką dostaniesz: pokazuje, jak Google rozumie Twój katalog dzisiaj. Zmiana tytułów bez tego to zgadywanie.
Produkt bez wyświetleń zwykle nie ma problemu ze stawką - nie da się go do niczego dopasować. To jest lista zadań, którą dostajesz za darmo.
Próg alarmowy:Produkty z zerowymi wyświetleniami mimo aktywnego statusu.
Jeśli łapiesz zapytania o inny produkt, tytuł jest niejednoznaczny. To kosztuje kliknięcia, które nigdy nie kupią.
I dla dopasowania, i dla człowieka - bo dalsza część zostanie ucięta. Marka na końcu to marka, której nikt nie zobaczy.
„Elegancki zegarek dla wymagających” nie zawiera niczego, czego ktoś szuka. Ludzie wpisują markę, model i parametr - nie przymiotniki.
Nie w pliku, tylko w miniaturze obok konkurencji. To jest jedyny widok, który się liczy - i zwykle brutalny.
Wpisz swoje główne zapytanie i przeczytaj, co robią inni. Piętnaście minut, które mówi więcej niż każdy poradnik.
Anatomia tytułu
0/9Tytuł nie jest zdaniem - jest strukturą. Każdy element ma swoje miejsce, a kolejność wynika z tego, jak ludzie szukają, nie z tego, jak wygląda ładnie w katalogu.
To jest decyzja, która ustawia całą kolejność. Przy elektronice ludzie szukają marki i modelu. Przy odzieży częściej typu produktu. Zła kolejność to zmarnowany początek tytułu.
Pierwsze słowa są widoczne zawsze. Wszystko dalej to bonus, który może zostać ucięty.
„Nike buty” nie wygra z „Nike Air Max 90”. Model to najwyższa intencja zakupowa, jaka istnieje - człowiek, który go wpisuje, chce kupić.
Pojemność, rozmiar, moc, materiał. To, co klient porównuje - a nie to, co brzmi dobrze.
Kolor i rozmiar w odzieży, pojemność w elektronice. Bez tego wszystkie warianty konkurują o to samo zapytanie i rozdrabniają dane.
Reszta zostanie ucięta. Sprawdź, gdzie realnie kończy się widoczny tekst, i zbuduj tytuł pod tę granicę.
Ucięta końcówka nie szkodzi, a dłuższy tytuł daje więcej materiału do dopasowania. Krótki tytuł to zmarnowana szansa, nie elegancja.
Tytuł ma się czytać jak nazwa produktu, nie jak lista tagów. Człowiek na to patrzy, zanim kliknie.
Spójność ułatwia dopasowanie i pozwala testować. Trzydzieści różnych schematów to katalog, z którego niczego się nie nauczysz.
Wzory dla różnych kategorii
0/8Jeden schemat dla całego sklepu to schemat zły dla większości asortymentu. Ludzie szukają butów inaczej niż lodówki, a lodówki inaczej niż kremu - i tytuł musi to odzwierciedlać.
Płeć jest tu krytyczna i najczęściej pomijana. „Kurtka puchowa” bez oznaczenia płci konkuruje z całym rynkiem zamiast z połową.
Rozmiar w tytule łapie zapytania z rozmiarem - a to zapytania człowieka gotowego kupić, nie oglądającego.
Model jest wszystkim. Człowiek wpisujący numer modelu wie, czego chce - to najcenniejsze zapytanie w całej kategorii.
Wymiary to realny filtr zakupowy przy zabudowie. Klasa energetyczna - przy cenach prądu - przestała być detalem.
Nikt nie szuka „stołu”. Szuka „stołu dębowego rozkładanego 160 cm” - i to jest dokładnie tytuł, który ma wygrać.
Pojemność decyduje o porównaniu ceny. Bez niej wyglądasz drożej niż konkurent sprzedający mniejsze opakowanie.
W tej kategorii tytuł bez kompatybilności jest bezużyteczny. Klient szuka „etui do iPhone 15 Pro”, nie „etui skórzanego”.
Zestaw sześciu sztuk kontra jedna to zupełnie inna oferta cenowa. Bez tego porównanie wygląda absurdalnie.
Czego nie wpisywać
0/8Połowa optymalizacji tytułów to usuwanie. Rzeczy, które trafiają tam automatycznie z nazw w sklepie, potrafią kosztować odrzucenie produktu - a nikt ich tam świadomie nie wpisał.
„Promocja”, „wyprzedaż”, „-50%”, wykrzykniki. To jest naruszenie zasad i powód odrzucenia - a wpisuje się samo z nazw w sklepie.
Próg alarmowy:Słowa promocyjne w tytułach produktów.
„Darmowa dostawa” ma swoje miejsce w ustawieniach konta, nie w tytule. Tam jest naruszeniem. Zob. checklistę Merchant Center.
CAŁY TYTUŁ WERSALIKAMI to powód odrzucenia. Dotyczy też pojedynczych słów wykrzyczanych dla efektu.
Gwiazdki, strzałki, emoji. Wyglądają na wyróżnik, są naruszeniem - i przenoszą się prosto z nazw w sklepie.
Tytuł z listą fraz to bełkot dla człowieka i sygnał spamu dla Google. Przegrywasz dwa razy naraz.
Marka trzy razy w jednym tytule to zmarnowane miejsce, nie wzmocnienie. Każde słowo ma robić coś nowego.
Kody, symbole dostawcy, skróty zrozumiałe tylko w firmie. Klient tego nie szuka, a zajmuje widoczną część tytułu.
Próg alarmowy:Wewnętrzne kody produktowe widoczne w tytułach.
Rozjazd tytułu z kartą produktu to niezgodność - ten sam mechanizm, który zawiesza konta za ceny.
Etykiety niestandardowe jako strategia
0/9Najbardziej niewykorzystane narzędzie w całym e-commerce. Etykiety nie wpływają na dopasowanie - wpływają na to, czy potrafisz licytować pod zysk zamiast pod przychód, a to jest różnica, której nie nadrobisz żadnym tytułem.
Bez tego licytujesz tak samo pod produkt z marżą pięć procent i pięćdziesiąt. To jest najważniejsza etykieta, jaką możesz mieć, i prawie nikt jej nie ma.
Trzy albo cztery przedziały wystarczą. Etykieta z pięćdziesięcioma wartościami to etykieta, której nie użyjesz w żadnej kampanii.
Produkty, które się sprzedają, zasługują na osobne traktowanie budżetowe. To jest wiedza, którą masz w sklepie i nie przekazujesz do reklamy.
Zalegający magazyn to inny cel niż wzrost. Osobna etykieta pozwala mu dać osobną kampanię i osobny ROAS.
Produkty zimowe latem to spalony budżet. Etykieta pozwala je wyciszyć jednym ruchem zamiast szukać po kategoriach.
Tanie akcesoria i drogie produkty główne wymagają innych stawek. Wrzucone razem psują średnie i uczą algorytm bzdur.
Nowość bez historii wymaga osobnego traktowania, bo inaczej ginie obok produktów z danymi. To jest etykieta, która ratuje premiery.
Etykieta „marża wysoka” jest warta więcej niż „kolor czerwony”. Kolor masz już w atrybutach - etykieta ma nieść to, czego Google nie wie.
Etykieta bez kampanii, która z niej korzysta, jest kolumną w pliku. Zob. checklistę Google Shopping.
Reguły feedu czy poprawka w źródle
0/7Decyzja, która wraca po roku i boli. Reguła w Merchant Center działa od razu i zostaje niewidzialna - poprawka w sklepie jest wolniejsza i naprawia problem u korzenia. Obie mają sens, ale w różnych sytuacjach.
Jeśli dane idą z pliku od dostawcy, poprawka w feedzie zostanie nadpisana przy najbliższej synchronizacji. To jest pierwsze pytanie, nie ostatnie.
Próg alarmowy:Poprawki w feedzie wracające do stanu poprzedniego.
Zły tytuł w sklepie szkodzi też SEO i klientowi na karcie produktu. Jedna poprawka, trzy korzyści.
Doklejanie rozmiaru do tytułu ma sens w feedzie i nie ma na karcie produktu. To jest właściwe zastosowanie reguł.
Feed, który po dziesięciu regułach nie przypomina katalogu, to system, którego nikt nie zrozumie za rok. Łącznie z Tobą.
Reguła bez opisu to zagadka. Za rok ktoś zobaczy tytuły, których nie ma nigdzie w sklepie, i nie będzie wiedział skąd.
Reguła zastosowana do trzydziestu tysięcy produktów potrafi zepsuć trzydzieści tysięcy tytułów. Sprawdź kilkanaście przed zatwierdzeniem.
Reguły w Merchant Center mają granice. Przy złożonych przekształceniach osobne narzędzie bywa tańsze niż czas na obchodzenie limitów.
Testowanie zmian
0/8Tu leży różnica między optymalizacją a przemeblowaniem. Zmiana wszystkich tytułów naraz to zmiana, z której niczego się nie dowiesz - a przy okazji ryzyko, którego nie musisz podejmować.
Jeśli zmienisz cały katalog i wynik spadnie, nie będziesz wiedział, co cofnąć. To jest najczęstszy sposób na zmarnowanie dobrego pomysłu.
Jedna kategoria, kilkadziesiąt produktów o podobnej charakterystyce. Nie bestsellery - na nich testowanie kosztuje najwięcej.
Wyświetlenia, kliknięcia, konwersje. Bez punktu odniesienia porównanie jest opowieścią, nie wnioskiem.
Kolejność, potem parametr, potem długość. Zmiana trzech rzeczy naraz nie mówi, która zadziałała.
Produkty muszą zostać ponownie zatwierdzone, a Google potrzebuje czasu na dopasowanie. Ocena po trzech dniach to ocena kolejki.
Tytuł wpływa najpierw na dopasowanie. Wzrost wyświetleń to pierwszy sygnał, że zmiana działa - sprzedaż przyjdzie później.
Zmiana tytułów w listopadzie zawsze wygląda genialnie. To nie tytuł, to Black Friday.
Zadziałało na jednej kategorii? Przenieś schemat dalej. To jest powolne i to jest właśnie metoda.
Rutyna
0/7Tytuły nie są projektem jednorazowym. Katalog rośnie, a nowe produkty wchodzą z tytułami z wtyczki - więc każdy miesiąc bez zasady to kolejna warstwa bałaganu, którą ktoś kiedyś będzie prostował.
Jedna kartka. Bez niej nowe produkty wejdą z dowolnymi tytułami, a Ty za rok zaczniesz od zera.
To nie marketing wpisuje nazwy produktów. Bez tej rozmowy poprawiasz w nieskończoność to, co ktoś inny psuje w dobrej wierze.
Nowy asortyment to nowe tytuły z domyślnego szablonu. Miesięczny przegląd łapie to, zanim urośnie.
Pokazuje, jak Google rozumie katalog dzisiaj. To jest jedyne źródło informacji zwrotnej o tytułach, jakie masz.
Marża i sezonowość się zmieniają. Etykieta sprzed roku opisuje sklep, którego już nie ma.
Aktualizacja wtyczki potrafi nadpisać wszystko. To jest ten sam mechanizm, co przy całym feedzie. Zob. checklistę audytu feedu.
PMax żyje danymi produktowymi. Dobre tytuły działają w obu kanałach naraz - to jest praca, która zwraca się podwójnie. Zob. checklistę audytu PMax.
Przeszedłeś całą checklistę. I co teraz?
Masz listę znalezisk. Najtrudniejsze dopiero przed Tobą: ustalić, które z nich realnie kosztuje Cię pieniądze, a które jest kosmetyką - i w jakiej kolejności to naprawiać. Jeśli chcesz drugą parę oczu do tej rozmowy, odezwij się.
Porozmawiajmy o wynikach audytuZoptymalizowane. Co teraz
Zacznij od raportu zapytań, nie od pisania. Pokazuje, jak Google rozumie Twój katalog dzisiaj - i wprost wskazuje produkty bez wyświetleń, czyli te, których nie da się do niczego dopasować. To gotowa lista zadań, którą dostajesz za darmo i do której nikt nie zagląda.
Nie zmieniaj wszystkiego naraz. Jeśli przepiszesz cały katalog i wynik spadnie, nie będziesz wiedział, co cofnąć. Jedna kategoria, jedna zmiana, dane sprzed i po. I oceniaj najpierw po wyświetleniach - tytuł wpływa na dopasowanie, sprzedaż przychodzi później.
Ustal, skąd naprawdę pochodzą nazwy. Jeśli dane idą z pliku od dostawcy, poprawka w feedzie zostanie nadpisana przy najbliższej synchronizacji - i będziesz to robił w kółko, zastanawiając się, dlaczego wraca. Popraw u źródła to, co i tak powinno być poprawione; reguł używaj do przekształceń, których nie chcesz na karcie produktu.
Dodaj etykietę z marżą i zbuduj na niej kampanię. Etykieta bez kampanii, która z niej korzysta, jest kolumną w pliku. To najbardziej niewykorzystane narzędzie w e-commerce i jednocześnie jedyna droga do licytowania pod zysk zamiast pod przychód.
Przekaż schemat osobie od katalogu. To nie marketing wpisuje nazwy produktów - bez tej rozmowy poprawiasz w nieskończoność to, co ktoś inny psuje w dobrej wierze, a każdy nowy produkt wchodzi z tytułem z domyślnego szablonu.
Jeśli Twoje produkty są poprawne i nadal się nie wyświetlają - napisz. To prawie zawsze kwestia tytułów, nie stawek.
Celem. Nazwa w sklepie sprzedaje osobie, która już patrzy na produkt. Tytuł w feedzie musi dopasować się do zapytania kogoś, kto Cię nie zna - bo w kampanii produktowej nie ma słów kluczowych, tytuł jest Twoim słowem kluczowym. „Elegancki zegarek dla wymagających” nie zawiera niczego, czego ktokolwiek szuka.
Od raportu zapytań, nie od pisania. Pokazuje, jak Google rozumie Twój katalog dzisiaj: na co się wyświetlasz, na co przypadkiem i które produkty nie mają wyświetleń w ogóle. Te ostatnie to zwykle nie problem ze stawką - po prostu nie da się ich do niczego dopasować. Zmiana tytułów bez tego raportu to zgadywanie.
Wykorzystaj pełną dostępną długość, ale najważniejsze zmieść w widocznej części - reszta zostanie ucięta i to nie szkodzi. Dłuższy tytuł daje Google więcej materiału do dopasowania, więc krótki tytuł to zmarnowana szansa, nie elegancja. Sprawdź tylko, gdzie realnie kończy się widoczny tekst w miniaturze.
To zależy od tego, czego szuka Twój klient - i jest to decyzja, która ustawia całą kolejność. Przy elektronice ludzie wpisują markę i model („Nike Air Max 90” bije „Nike buty”). Przy odzieży częściej typ produktu. Zła kolejność to zmarnowany początek tytułu, czyli jedyna część, która jest widoczna zawsze.
Odrzucenie produktu. „Promocja”, „-50%”, wykrzykniki, wersaliki i emoji to naruszenie zasad - a wpisują się same z nazw w sklepie, bo nikt ich tam świadomie nie dodał. To samo dotyczy „darmowej dostawy”: ma swoje miejsce w ustawieniach Merchant Center, nie w tytule.
Najpierw ustal, skąd naprawdę pochodzą nazwy - jeśli z pliku od dostawcy, poprawka w feedzie zostanie nadpisana przy synchronizacji. Popraw u źródła to, co i tak powinno być poprawione (zły tytuł szkodzi też SEO i klientowi). Reguł używaj do przekształceń, których nie chcesz na karcie produktu - np. doklejania rozmiaru.
Żeby licytować pod zysk zamiast pod przychód. Bez etykiety z marżą Twoje stawki są takie same dla produktu z marżą pięć procent i pięćdziesiąt - a tej różnicy nie nadrobisz żadnym tytułem. Trzy-cztery przedziały wystarczą; etykieta z pięćdziesięcioma wartościami jest bezużyteczna. I pamiętaj: etykieta bez kampanii, która z niej korzysta, to kolumna w pliku.
Trzy najczęstsze powody: za wcześnie oceniasz (produkty muszą zostać ponownie zatwierdzone, a Google potrzebuje czasu na dopasowanie - ocena po trzech dniach to ocena kolejki), patrzysz na sprzedaż zamiast na wyświetlenia (tytuł wpływa najpierw na dopasowanie) albo poprawka została nadpisana przez synchronizację z katalogiem.
Produkty poprawne, a wyświetleń brak?
To prawie zawsze kwestia tytułów, nie stawek. Sprawdzę, jak Google rozumie Twój katalog, i pokażę, które produkty nie mają szansy się dopasować.
Porozmawiajmy o Twoim feedzieKontekst do tej checklisty
Lista kontrolna mówi, co odhaczyć. Wpisy poniżej tłumaczą, dlaczego dany punkt jest na liście i co zrobić, gdy odpowiedź brzmi „nie”.
Całość ułożyłem w bazie wiedzy Google Ads - osiem obszarów, od pierwszej kampanii po pomiar konwersji.